niedziela, 28 grudnia 2014

1. There's truth in your lies

-No i jak wyglądam? – zapytała Vicky wychodząc z przymierzalni w jednym ze sklepów, które odwiedziłyśmy w ciągu ostatnich trzech godzin. Miała na sobie różową obcisłą sukienkę przed kolano. Dobrała do niej czarne szpilki, żakiet, torebkę i biżuterię.
-Super!
-Lucy, mówię poważnie! Chris ma paść z wrażenia! To jest nasza rocznica, chcę wyglądać najładniej jak do tej pory – marudziła.
-Ej, wyglądasz pięknie, serio. Możemy iść już do domu? Jesteśmy w największej galerii handlowej – jakoś nie mam ochoty spotkać tu…
-Cicho bądź! Wiem, że sie przejmujesz powrotem Mike'a z trasy, nie chcesz go spotkać i takie tam pierdoły, ale Los Angeles to bardzo duże miasto. Pamiętasz? Gdzie byśmy nie były, on odwiedzi to miasto jako gwiazda. Nie jako twój były i ojciec… – chciała mnie pocieszyć, ale nie mogłam pozwolić dokończyć jej zdania.
-Ashley! Nigdy nie mów na głos, że Mike Shinoda ma ze mną coś wspólnego!!! – krzyknęłam chyba trochę za głośno. Wszyscy ludzie w sklepi na nas spojrzeli, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Wzięłam moją torbę i wybiegłam. Pierwszą moją myślą była toaleta. Zamknęłam się w jednej z kabin i zaczęłam cicho płakać. Wszystkie wspomnienia do mnie powróciły jak fala. Zaczęły mnie zalewać. Nasze pierwsze spotkanie. On jest moim sąsiadem i montuje półkę w moim pokoju. To było takie dziwne. Gorące łzy płynęły po moich policzkach.
-Lucy, jesteś tam? – moja przyjaciółka zapukała do drzwi. Nie odpowiedziałam. – Przepraszam, ale też jestem wkurzona i zmęczona. Przepraszam, tak bardzo przepraszam. Rozumiem co przechodzisz… chociaż nie, nie rozumiem. Chodź, wypijemy macciato, ponabijamy się z tych wszystkich pustych lasek kupujących jakieś różowe badziewia. Albo wrócimy do domu i obejrzymy Titanica. Proszę, wiesz jak to wygląda? Dziewczyna gada do kibla! No, ej. Chodź.
-Ale ja nie lubię Titanica! – próbowałam ukryć rozbawienie, to faktycznie musi wyglądać komicznie.
-No dobra, to ty coś wybierzesz – uległa mi i odeszła do umywalki. Otarłam papierem twarz, otworzyłam drzwi gotowa stawić czoło światu. 
Po wyjściu z łazienki poszłyśmy do najbliższego supermarketu kupić jakieś przekąski i napoje. Wzięłyśmy 3 mega duże paczki chipsów, dwie dwulitrowe cole, paluszki i kilka pudełek lodów bakaliowych. Miałyśmy też dwa kartony mleka oraz butelkę soku miętowego, z których lubiłyśmy robić lody miętowe.
Obładowane siatami poszłyśmy przez park w kierunku przystanku autobusowego. Ashley ciągle nawijała o rocznicy jej związku z Chrisem. Poznali sie rok temu. Chris zamieszkał w tym samym bloku co my, kilka pięter niżej. Od razu zaprosił ją na randkę. Nawet nie zauważyłyśmy kiedy doszłyśmy na przystanek. Autobus akurat podjeżdżał, trafiłyśmy idealnie. Ale cały czas towarzyszyło mi dziwne uczucie, że stanie sie coś, czego nie chciałam.
Chociaż już sie ściemniało, latarnie na naszym osiedlu były zgaszone. Wiał chłodny, letni wietrzyk. Uwielbiałam taką porę. Kiedy dochodziłyśmy do bloku, zauważyłam, z\że jakiś mężczyzna kręci sie niedaleko. Pewnie na kogoś czekał, zignorowałyśmy go i dalej planowałyśmy z Ash, jakie filmy jeszcze obejrzymy. Doszłyśmy do drzwi roześmiane, a wtedy ten facet odwrócił mnie za ramie i… pocałował. 
Stałam osłupiała, zdziwiona. Jego usta smakowały alkoholem, narkotykami, znałam to uczucie. Oderwałam sie od niego i spoliczkowałam.
-Mike!! – krzyknęłam. – Oszalałeś?! Ty masz rodzinę, a ja… a ja cię już nie kocham!
-L-Lucy! Proszę, zaczekaj! Chciałem z tobą porozmawiać! – dalej rozcierał swój policzek. Moja przyjaciółka przypatrywała sie całej scenie z otwartymi ustami.
-Rozmowy nie zaczyna sie całowaniem! Zresztą, ja nie chce gadać. Nie bez powodu zerwałam z tobą wszystkie kontakty.
-Ale ja cie cały czas kocham! Zrozum to, nigdy nie przestałem o tobie myśleć! Proszę, wróć do mnie! Wiedziałaś na co sie piszesz, związując się ze mną jeszcze w liceum.
-Mike, rozmawialiśmy o tym. Ja nie potrafię tego wytrzymać. Proszę, Spike. Jesteś dla mnie ważny, ale nie tak jak kiedyś. Przemyślałam kilka rzeczy i możemy zostać nawet przyjaciółmi. Tylko proszę, nie zachowuj się już tak! – czułam się taka bezradna. Podeszłam do niego i objęłam go w pasie. Położyłam głowę na jego torsie. – Przepraszam cie, przepraszam! – z płaczem pobiegłam do mieszkania. Zostawiłam siatki w kuchni. Znowu uciekałam od mojego byłego z łzami w oczach. 

-Pewnie mnie zabije za to, ale musisz wiedzieć – powiedziała Ashley dając Mike'owi jakąś karteczkę. – Powiedz, że jesteś byłym Lucy sprzed 7 lat – rzekła na odchodnym i pobiegła za swoją przyjaciółką.
Wystukał numer telefonu na klawiaturze komórki. Drżącą ręką przyłożył ją do icha, czekając na odpowiedź. 
- Halo? – odebrała jakaś dziewczyna.
- Ym, jestem byłym Lucy sprzed 7 lat – powiedział niepewnie dokładnie to, co miał.
- Aha, pan Mike! – nabrała pewności siebie. – To kiedy chcesz ją zobaczyć?
- Ale kogo? Ta koleżanka Lu dała mi ten numer mówiąc, że muszę coś wiedzieć. Co? – denerwował się.
- Kurde, tak to jest, jak sie ma sekrety! – wymamrotała do siebie i dodała głośniej – Z mężem zajmuję sie twoją córką Claire. Mieszkamy w Seattle.
-Co?! – osunął się na ziemię. – W-wiesz co, zadzwonię innym razem. 
"Mam córkę." 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz